Tygodnik Przasnyski

Piątek, 19 października 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika" na: http://eprasa.pl/news/tygodnik-przasnyski. W e-prenumeracie taniej!
fot. Archiwum
fot. Archiwum

Rok przed wyborami samorządowymi wciąż nie wiemy… W co się bawić?

18.11.2017 12:32:17

Tuż przed Świętem Niepodległości partia rządząca zdradziła wreszcie zarys nowej ordynacji samorządowej. Jeśli wejdzie w życie w takim kształcie, jak chce Prawo i Sprawiedliwość, po raz pierwszy od lat obaczymy, jak wielka polityka z okolic ulicy Wiejskiej zajrzy jednocześnie do wszystkich gmin w Polsce. Także tych najmniejszych – jak u nas.

Wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że przyszłoroczne wybory samorządowe odbędą się 18 listopada. To oznacza, że wszystkim myślącym mniej lub bardziej poważnie o władzy samorządowej pozostał mniej niż rok. Kłopot polega na tym, że plany partii rządzącej na temat zbliżających się wyborów są bardzo odważne. Chwilami wręcz szokujące. Jeśli się ziszczą, za rok o tej porze możemy obudzić się w zupełnie innej Polsce gminno-powiatowej.

Podczas konferencji prasowej z 10 listopada posłowie PiS zaprezentowali wiele przykładów na zwiększenie wolności obywatelskiej. Mówiono dużo o kontroli samego procesu wyborczego, o przezroczystych urnach, inicjatywie uchwałodawczej dla samorządów… I tylko w tle gdzieś pobrzękiwały informacje o innych zmianach. Takich, które jednak mogą dużo szybciej wpłynąć na Polskę lokalną. Dopiero teraz na jaw wychodzą kolejne plany. I co tu dużo kryć: są one na tyle innowacyjne, że mogą doprowadzić do prawdziwego przetasowania w lokalnych mapach wyborczych.  
Oto, co może czekać nasze lokalne podwórko, jeśli tylko słowa zostaną zamieniony w czyn. Czyn wyborczy. 

Dwukadencyjność wójtów, czyli bomba z opóźnionym zapłonem. Jakiś czas temu na łamach „TP” zastanawialiśmy się, kto z wójtów i burmistrzów z powiatu przasnyskiego będzie musiał pożegnać się, gdy w życie wejdą odważne plany wprowadzenia systemu dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Dziś już wiemy, że na razie nie grozi to żadnemu z urzędujących szefów gmin. Mimo że np. wójt gminy Przasnysz Grażyna Wróblewska sprawuje czwartą kadencję, podobnie jak wójt Czernic Wojciech Marek Brzeziński, burmistrz Przasnysza Waldemar Trochimiuk – rządzi po raz trzeci, zaś burmistrz Chorzel Beata Szczepankowska – po raz drugi. Żadne z nich nie musi na razie obawiać się o szlaban na najbliższe wybory. W najlepszym wypadku czeka ich jeszcze po dziewięć lat rządów.

Nowi jednak nie mają szans na długoletnie okupowanie samorządowego fotela. Zgodnie z zasadą wprowadzaną przez partię rządzącą kadencja włodarzy gmin ma trwać co najwyżej osiem lat. Nie słychać było o wydłużeniu kadencji, stąd niezależnie od tego, czy ktoś jest świetnym menedżerem czy zwyczajnym partaczem może rządzić w systemie „dwa razy cztery”.

Co to może zmienić w lokalnych układach? Nie da się ukryć, że wójtowie gmin z powiatu przasnyskiego bywają długodystansowcami. Jeśli spojrzymy na ostatnie 27 lat samorządności w III RP, rzadko kiedy wójt tracił władzę po jednej kadencji. Również u nas. Teraz z pewnością będzie się musiało to zmienić. Pytanie, czy nie będzie oznaczać to np. rządów z tylnego siedzenia? Kiedy w 2006 roku w Chorzelach ówczesny burmistrz Andrzej Krawczyk nie mógł startować na kolejną kadencję, wystawił „swojego kandydata”, który te wybory wygrał. Wojciech Kobyliński został burmistrzem, natomiast sam Andrzej Krawczyk „awansował” na stanowisko kierownika kancelarii gminnej. Był zatem obecny w samorządzie kolejną kadencję – mimo że oficjalnie żadnego stanowiska samorządowego nie pełnił.

Cały artykuł w TP z 21 listopada br.

autor: MW

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz