Tygodnik Przasnyski

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Elektroniczne wersje bieżących i niektórych archiwalnych wydań "Tygodnika" dostępne są na portalu eprasa.pl
fot. EJ
fot. EJ

Leczymy pacjentów z ponad 400 gmin

12.10.2017 12:00:00

Ponad 48 lat temu przyjechał z Warszawy do Przasnysza, by odbyć praktykę lekarską. W niewielkim szpitalu zamierzał zostać tylko na chwilę. Dziś nie wyobraża sobie pracy w innym miejscu. Jerzy Sadowski, bo o nim mowa, od 38 lat pełni funkcję dyrektora przasnyskiego szpitala. Nie ma w Polsce nikogo, kto na takim stanowisku pracowałby dłużej.

 48 lat temu trafił pan do Przasnysza. 10 lat później objął stanowisko dyrektora. Jak wyglądały początki pana kariery dyrektorskiej? 

-  Zaczęło się 38 lat temu po odejściu ówczesnego dyrektora.  Zaproponowano mi wtedy, bym to ja przejął tę funkcję. Podjąłem się tego zadania, licząc, że będzie ono trwało bardzo krótko, że będzie to okres przejściowy, a okazuje się, że ten okres przejściowy trwa do dnia dzisiejszego. Chociaż gdyby nie ta propozycja, to prawdopodobnie nie związałbym się z Przasnyszem, bo miałem propozycję przejścia do Ostrołęki. 
Gdy zaczynał pan pracę w Przasnyszu, szpital mieścił się jeszcze na ul. Szpitalnej. 
- Te osoby, które pamiętają troszkę więcej, wiedzą, jakie były tam warunki: wąskie korytarze, ogrzewanie piecowe, schody drewniane, brak windy, drewniane stropy. Była miła atmosfera wśród załogi, to był malutki obiekt, wszyscy się znali. Pamiętam, że żeby kogoś znaleźć w na terenie szpitala, wystarczyło zadzwonić na portiernię. Siedząca tam pani wiedziała, gdzie kto jest, bo wszyscy przechodzili koło niej.
Teraz w nowym budynku wszystko wygląda inaczej. Jak ocenia pan te zmiany?
- Zmiana funkcjonowania szpitala i przejście do tego obiektu był szokiem technologicznym dla wszystkich. Tam dla porównania szpital zajmował 2000m2, tutaj jest 20 tys. m2 to 10 razy tyle. Na początku było to dużo, natomiast teraz jeśli chodzi o wygospodarowanie jakiegoś pomieszczenia na dodatkowy gabinet, to już mamy duże kłopoty. Rozszerzamy działalność. Kiedy szpital otwierany był w nowym budynku, było 219 łóżek, teraz jest 292. To samo dotyczy ilości poradni. Kiedy działaliśmy w starym budynku, część ambulatoryjna mieściła się na ul. Joselewicza, teraz wszystko mamy w jednym miejscu. Jest to wygoda dla pacjentów, a jednocześnie mniejsze koszty dla szpitala, bo nie trzeba utrzymywać dwóch obiektów. 
Cały artykuł w „Tygodniku Przasnyskim” z 17 października 2017r. 

autor: EJ

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz